środa, 24 maja 2017

Trucizna nasza powszednia

Poniższy tekst w zasadzie jest dalszą częścią tekstu sprzed tygodnia. Również i tym razem film jest produkcji francuskiej, zaczyna się również podobnie, od związku pestycydów i chorób nowotworowych. Film jest jednak zrobiony dużo lepiej. W zasadzie jest to najlepszy film dotyczący szkodliwej żywności, który recenzowałem do tej pory. Poniżej jego zalety

Po pierwsze - obiektywność. Film stara się pokazać zdanie obu stron, przedstawić ich argumenty. Czasami tylko skomentuje zdanie jednej ze stron np: "mnie to nie przekonuje" . Narrator przestawiony jest jako laik, poszukujący odpowiedzi na kolejne pytania. Czy na pewno ten nowotwór to statystycznie udowodniona prawidłowość. Jakie dane mamy na ten temat? Co na to odpowiednie organizacje oceniające rakotwórczość substancji? Organizacje dopuszczające do obrotu? Pozwala to wyrobić sobie własną opinię - teoretycznie niekoniecznie zgodną z autorem filmu.

Po drugie - sposób podawania wiedzy. Film nie upraszcza wypowiedzi naukowców, ale tłumaczy wszystkie użyte pojęcia i teorie naukowe. W krótkich wprowadzeniach mieści się wstęp do toksykologii i procesu regulacyjnego. Przedstawione są też dylematy naukowe. Nie zawsze na te same teorie powołują się przeciwnicy i zwolennicy danej substancji.

Po trzecie - ilość problemów. W stosunku do innych filmów skupiających się na jednej substancji lub problemie, "Trucizna nasza powszednia" obejmuje bardzo szeroki zakres. Przestawiony jest zarówno szerszy kontekst, jak i kwestie dotyczące bezpieczeństwa najbardziej kontrowersyjnych substancji. Dla każdego z tych problemów pokazane jest nie tylko potencjalne szkodliwe działanie, ale również skąd wynika problem w uznaniu za bezpieczną czy nie.

Wszystko to powoduje, że jeżeli miałbym polecić komuś obejrzenie tylko jednego filmu, to mój wybór padłby na "Trucizna nasza powszednia". Nie chciałbym psuć widzowi przyjemności z oglądania, streszczając całość informacji, jednak pozwolę sobie na podsumowanie, gdzie według filmu leży problem z procesami regulacyjnymi. Jeżeli więc przekonałem cię do obejrzenia, możesz dalszy ciąg tekstu przeczytać dopiero po obejrzeniu filmu, aby nie psuć sobie przyjemności.

Problemy według filmu są następujące:

  • Brak objęcia regulacją niektórych procesów związanych z bezpieczeństwem żywności - zwłaszcza w kontekście pestycydów i opakowań. 
  • Nie nadążanie procesu regulacji w stosunku do rozwoju nauki. 
  • Brak możliwości prowadzenia wieloletnich badań - w przypadku preparatów, które potencjalnie mogą wpłynąć dopiero na zdrowie czy istnienie wnuków (np. córka osoby narażonej na kontakt z preparatem będzie miała problem z zajściem w ciążę. 
  • Naciski firm chemicznych na osoby zasiadające w organach wydających decyzję.
  • Wydawanie decyzji tylko na podstawie badań przedstawionych przez producenta. 
  • Trudności do zmiany wcześniejszej decyzji - jeżeli miało by to określone konsekwencje prawne. 
Jako konsumenci wierzymy, że odpowiednie urzędy wydając decyzję kierują się przede wszystkim naszym bezpieczeństwem. Jak w takim razie można wytłumaczyć stwierdzenie, które usłyszał jeden z naukowców po odrzuceniu jego badań jako źródła do wydania decyzji: "zdaje sobie Pan sprawę, że gdybyśmy wzięli pod uwagę wyniki Pana badań, musielibyśmy zakazać całkowicie stosowania XYZ. Wie Pan przecież że to niemożliwe".

I to już wszystko na dziś. Jeżeli podobał ci się ten wpis skorzystaj z jednego ze sposobów subskrypcji aby być na bieżąco z nowymi wpisami. 


Żródło
Trucizna Nasza Powszednia
reżyser: Marie Monique Robin
Francja, 2011, 113 min.

sobota, 20 maja 2017

Neu5Gc - Czy czerwone mięso powoduje raka

Informacje o tym, że czerwone mięso powoduje raka znalazłem w wywiadzie z dr. Pearce [1]. Pierwotnie chciałem pominąć tą informację, jednak dalszy opis brzmiał na tyle wiarygodnie, że postanowiłem zgłębić ten temat w jednym z postów. Przyjemnego czytania.

Zgodnie z tekstem wegetarianie rzadziej chorują na niektóre raka przewodu pokarmowego w stosunku do ludzi jedzących mięso. Mają też większe szanse na przeżycie po usunięciu guza. Odpowiedzialność za to ponosi związek wchodzący w skład błony komórkowej u zwierząt Neu5Gc. Jest to cukier (konkretniej kwas sjalowy). Człowiek utracił zdolność jego syntezy - gen odpowiedzialny za jego powstawanie jest wyłączony u człowieka. W związku z tym układ immunologiczny człowieka może reagować na błonę komórkową zwierząt, rozpoznając obcy związek. W ten sposób pojawia się stan zapalny w komórkach nabłonka przewodu pokarmowego - co z kolei sprzyja powstawaniu nowotworów.

Sprawdzając tezę w pismach naukowych, faktycznie można znaleźć informacje o tym, że w przypadkach niektórych nowotworów mięso jest czynnikiem ryzyka. W pierwszym ze znalezionych badań [4] przeprowadzonych z udziałem genetycznie modyfikowanych myszy teza została potwierdzona - niestety nie udało mi się znaleźć pełnego tekstu. W drugim badaniu [9] opublikowanym w "Proceedings of the National Academy of Sciences of the United States of America", również potwierdzono tezę w genetycznie modyfikowanych myszach.

Udało mi się również znaleźć badania statystyczne z udziałem ludzi. W "Vegetarian Dietary Patterns and the Risk of Colorectal Cancers" [5] przebadano prawie 100 tys osób, z czego do końcowych rezultatów wzięto ponad 77 tys próbek. Statystycznie weganie mieli 20% mniejszą szansę na raka jelita grubego - tak więc teza została potwierdzona. Co ciekawe u pescowegan, jedzących również ryby szansa zachorowania na raka jelita była o połowę mniejsza od osób jedzących mięso. W innym badaniu w którym przebadano statystycznie 50 tys kobiet [6] podobny wpływ i 20% różnicę w zachorowalności w stosunku raka piersi. Natomiast w badaniu gdzie przebadano 11 tys mężczyzn nie znaleziono wpływu na częstość występowania raka prostaty,

Na koniec jeszcze kilka ciekawostek dotyczących Na5Gc ze strony perfecthealthdiet.com. Mutacja która spowodowała, że człowiek nie wytwarza Na5Gc a jedynie pokrewne Na5Ga (zwierzęta wytwarzają oba) mogła spowodować powstanie rasy ludzkiej [2]. Pierwotnie mutacja prócz oddzielenia przodków człowieka od innych małp miała korzystny wpływ i chroniła człowieka przed malarią. Niestety później i malaria dostosowała się i ta mutacja stała się jeszcze gorsza niż pierwotna.

W mózgu człowieka jest obecnie 4 razy więcej kwasu sjalowego niż u innych naczelnych. Z tym że jest to wyłącznie Neu5Ga. Ponieważ Neu5Gc jest toksyczny dla mózgu, jego brak pozwolił na lepsze rozwinięcie mózgu u ludzi niż u innych naczelnych. Wspominany wcześniej był wpływ cząsteczki na ryzyko raka piersi. Mleko kobiety ludzkiej, w przeciwieństwie do krowiego nie zawiera Neu5Gc. Dlatego np. noworodki karmione piersią są inteligentniejsze od tych karmionych preparatami na bazie mleka krowiego.

Dodatkowo w kolejnym artykule [3] również na stronie perfecthealthdiet.com zasugerowano związek pomiędzy chorobą Hashimoto a cukrem Neu5Gc.  Okazało się bowiem, że osoby chore na Hashimoto mają we krwi ponad 7 razy tyle przeciwciał anty-Neu5Gc niż osoby zdrowe. Ponieważ komórki ludzkie mają wszystkie mechanizmy do użycia Neu5Gc, a tylko wyłączony gen odpowiedzialny za jego powstawanie dalej wykorzystują Neu5Gc pobrane z pożywienia do budowy błony komórkowej. Następnie limfocyty atakują takie komórki, co objawia się chorobami autoimmunologicznymi (np. Hashimoto).

I to już wszystko na dziś. Jeżeli podobał ci się ten wpis skorzystaj z jednego ze sposobów subskrypcji aby być na bieżąco z nowymi wpisami.

źródła:

[1] Exploring the Link Between Western Diets and Cancer - Dr. Pearce

[2] Neu5gc, Red Meat, and Human Disease: Part I

[3] Neu5Gc and Autoimmunity: Hashimoto’s Hypothyroidism 

[4] A diet-derived sialic acid promotes inflammation and hepatocellular cancer

[5] Vegetarian Dietary Patterns and the Risk of Colorectal Cancers
Michael J. Orlich, MD, PhD; Pramil N. Singh, DrPH1; Joan Sabaté, MD, DrPH,
JAMA Internal Medicine 2015;175(5):767-776

[6] Vegetarian dietary patterns and the risk of breast cancer in a low-risk population. Jason A. Penniecook-Sawyers, Karen Jaceldo-Siegl, Jing Fan, Larry Beeson, Synnove Knutsen, Patti Herring i Gary E. Fraser.  British Journal of Nutrition. Volume 115, Issue 10 May 2016, pp. 1790-1797

[7] Vegetarianism, low meat consumption and the risk of lung, postmenopausal breast and prostate cancer in a population-based cohort study.  A M J Gilsing, M P Weijenberg, R A Goldbohm, P C Dagnelie, P A van den Brandt i L J Schouten.  European Journal of Clinical Nutrition (2016) 70, 723–729

[8] The role and potential of sialic acid in human nutrition. B Wang i J Brand-Miller
European Journal of Clinical Nutrition (2003) 57, 1351–1369.

[9] A red meat-derived glycan promotes inflammation and cancer progression. Annie N. Samraja, Oliver M. T. Pearce, Heinz Läubli, Alyssa N. Crittenden, Anne K. Bergfeld,  Kalyan Banda, Christopher J. Gregg, Andrea E. Bingman, Patrick Secrest, Sandra L. Diaz, Nissi M. Varki i Ajit Varki. Proceedings of the National Academy of Sciences of the United States of America  vol. 112 no. 2

[10] Inverse hormesis of cancer growth mediated by narrow ranges of tumor-directed antibodies
Oliver M. T. Pearce, Heinz Läubli, Andrea Verhagen, Patrick Secrest, Jiquan Zhang, Nissi M. Varki, Paul R. Crocker,  Jack D. Bui, and Ajit Varki. Proceedings of the National Academy of Sciences of the United States of America vol. 111 no. 16


środa, 17 maja 2017

Dwa błędy popełniane przez zwolenników zdrowej żywności.

Pierwotnie chciałem napisać dwie recenzję -  jednego filmu i jednej książki. Zarówno film i książka są dosyć znane, więc moje recenzje nie wniosły by żadnej nowej treści. Postanowiłem skupić się więc na  błędach w nich popełnionych, nie wspominając ich tytułów.

Historia powstania pierwszej książki to zmiana stylu żywienia dzieci przez matkę. Przełożyło się to na znaczną poprawę zdrowia, w przeciwieństwie do wcześniejszych wizyt lekarskich. W związku z tym powstała książka opisująca najczęstsze problemy z chemią na żywieniu. Jako że najwięcej dodatków jest w daniach gotowych (muszą zawierać choćby konserwanty), a najzdrowiej jest jeść dania świeżo przygotowane,  książka zawiera również przepisy kulinarne.

Gdyby książka omawiała tylko 10-12 najbardziej szkodliwych substancji, dodatkowo zawierając zbiór przepisów kulinarnych to wyszła by bardzo dobra książka. Niestety również zawiera tabelki z różnymi substancjami (kilkanaście słodzików, kilkanaście barwników itd...) z ich ocenami. Oceny są "+", "-" i "?" - bez żadnego objaśnienia, za to z błędami. Np. zauważyłem, że w zamiennikach cukru jako bezpieczny dodatek jest wpisana fruktoza, często krytykowana przez wielu badaczy. W ten sposób autorka popełniła podstawowy błąd - pisząc za dużo z pozycji eksperta, bez wyjaśnień, powoduje że cała książka staje się nie wiarygodna, niezależnie od dużej dawki informacji które faktycznie zawiera.

Drugi błąd został przedstawiony w filmie dokumentalnym. W filmie rolnictwo ekologiczne (cudowne i bez wa) jest przedstawione rolnictwu chemicznemu (złemu, trującemu). Dla autora np. ekologiczne wino nie bęzie szkodzić na wątrobę, ekologiczny szczaw na nerki. Tylko kontakt z zakładem chemicznym szkodzi, niezależnie od tego co jest w nim produkowane.

Autor wykorzystuje cały arsenał propagandy aby na siłę przekonać odbiorców do swojej tezy. Z jednej strony czarno-białe obrazki matki płaczącej, że jej dziecko zachorowało na raka, czy idącej potem chorej dziewczynki, z drugiej strony kolorowe obrazki uśmiechniętych dzieci zbierające rzodkiewki w przyszkolnym ogródku. Dzieci pielące grządkę jako dowód, że rolnictwo ekologiczne może wyżywić ziemię. Podane przykłady substancji trujących Exx - powoduje X,Y,Z - bez jakiegokolwiek odniesienia do badań, czy źródeł informacji. Podane są statystyki zachorowalności - które po sprawdzeniu są wyrwane z kontekstu, przedstawione w innym świetle lub fałszywe. Całość w tonie my dobrzy, oni źli - brakuje tylko dzieci wręczających kwiaty wielkiemu przywódcy.

W tym przypadku próba udowodnienia tezy na siłę, bez zachowania obiektywizmu powoduje odwrotny skutek. Po obejrzeniu filmu do końca aż się ma ochotę pójść do fast-foodu i jedzenie popić napojem 0 z dużą dawką aspartamu. Szkoda - gdyby autor skupił się na przedstawieniu eksperymentu w którym zmienia się żywienie i edukację dzieci i uczy je zasad zdrowego żywienia, mógłby wyjść na prawdę dobry film.

Te dwa błędy - robienie z siebie specjalisty i eksperta oraz chęć udowodnienia swojej racji bez wzięcia argumentów drugiej strony niweczy często starania osób chcących dobrze i faktycznie mających często rację. Lepiej pokazać mniej ale w sposób przekonywujący niż starać się być ekspertem od wszystkiego. Lepiej przedstawić kilka argumentów za i przeciw i pozwolić czytelnikowi wybrać niż robić film o "wrogach ludu" - jak za czasów najlepszej propagandy.

Już dziś zapraszam za tydzień na recenzje filmu który pokaże, że można do sprawy podejść inaczej. Zapraszam.


sobota, 13 maja 2017

Gliceryna (E422) - bezpieczny dodatek, trujące domieszki

W marcu bieżącego roku (2017) ukazał się wynik ponownej oceny gliceryny jako dodatku do żywności. Substancja została uznana za bezpieczną, nie wpływającą niekorzystnie na płodność, powstawanie nowotworów, nadwagę czy inne choroby.

LD50 (jednorazowa dawka przy której połowa badanych umiera) określono dość wysoko (28g/kg masy ciała dla szczurów 38g/kg masy ciała dla myszy, 11,5 dla świnek morskich i 27 dla królików). Stosując przelicznik dla szczurów przy obecnej mojej wadze 96kg aby mieć 50% szansy na śmierć powinienem jednorazowo zjeść 2,7 kg gliceryny. Przy tej była by to śmierć z przejedzenia. 


Podstawowym działaniem negatywnym znalezionym dla szczurów (2,8h/kg masy ciała) było działanie drażniące na układ pokarmowy. Długotrwałe duże dawki mają również wpływ na poziom enzymów wątrobowych


Ponieważ gliceryna w wysokich dawkach jest stosowana również jako lek, znane są skutki uboczne (dla dawki 1-1,5g / kg masy ciała) występujące przy podaniu ludziom. Są to: ból głowy, nudności i wymioty. Jest to dawka porównywalna do dawki cukru w krzywej insulinowej. Osoby które przechodziły to badanie, mogą potwierdzić, że podobne dolegliwości daje również duża dawka glukozy. 


Gliceryna może okazać się niebezpieczna w przypadku w którym podda się ją działaniom bakterii kwasu mlekowego. Te syntetyzują glicerynę do akroleiny - silnie drażniącej substancji, która była stosowana w I wojnie światowej jako gaz bojowy (dawka śmiertelna - dwie cząsteczki na milion). Z tego względu zabronione jest stosowanie gliceryny jako dodatku do produktów mlecznych

Ponadto w procesie produkcji gliceryny mogą pojawiać się toksyczne zanieczyszczania, między innymi: glicydol, epichlorohydryna,  3-MCPD i ester 3-MCPD (3-monochloropropano-1,2-diol). Przy czym EFSA dysponowała tylko badaniami stwierdzającymi że stężenie 3-MCPD w glicerynie było poniżej 0,1 mg na kg. Co jest dość niepokojące, EFSA nie dysponowała żadnymi danymi dotyczącymi pozostałych substancji. W rekomendacji napisano, że EU powinna ustalić limit zanieczyszczeń tych substancji dla gliceryny stosowanej w żywności.


Dodatkowo, ponieważ 3-monocholoropropano-1,2-diol (jaka ładna nazwa) może się wytwarzać z gliceryny w dużej temperaturze (pow 160 stopni) pod wpływem obecności soli, gliceryna nie została dopuszczona do użytku w mocno solonych produktach (pow 5% soli) przeznaczonych do obróbki termicznej. 


Podsumowując: przykład gliceryny pokazuje, że dodatek bezpośrednio uznany za bezpieczny również przy niewłaściwym stosowaniu (sól+temperatura, bakterie kwasu mlekowego) może przekształcić się w substancję trującą. Ponadto błędy w procesie produkcji mogą sprawić, że konsument zamiast bezpiecznego E422 dostanie gratis rakotwórcze zanieczyszczenia


źródła: 
Re-evaluation of glycerol (E 422) as a food additive - EFSA Journal Volume 15, Issue 3 March 2017  



środa, 10 maja 2017

Guma arabska(E414) - dodatek bezpieczny dla zdrowia.

Od kilku lat Europejski urząd do spraw bezpieczeństwa żywności prowadzi ponowną ocenę wybranych dodatków do żywności (patrz tutaj). W kwietniu bieżącego roku (2017) pojawiła się ocena bezpieczeństwa gumy arabskiej i lecytyny.

Guma arabska jest zasuszonym sokiem niektórych z gatunków akacji. W przemyśle spożywczym służy przede wszystkim jako substancja zagęszczająca, oznaczenie E414. Nie wchłania się z przewodu pokarmowego, fermentuje natomiast w jelitach rozkładając się do krótko-łańcuchowych kwasów tłuszczowych. Badania na zwierzętach nawet w wysokich dawkach nie pokazały istotnych negatywnych wpływów. W przypadku szczurów karmionych 15% roztworem gumy arabskiej (18g /kg masy ciała) zaobserwowano wzrost masy ciała - badacze sugerują że ma to związek z wchłanianymi kwasami tłuszczowymi. Próby toksykologiczne wykazały że poziom LD50 (50% śmiertelności po podaniu) jest wyższy dla myszy, szczurów i chomików niż 16g/kg masy ciała, najniższy został zanotowany dla królików (8g/kg masy ciała). Dla porównania toksyczność zwykłej soli kuchennej jest na poziomie 3g/kg masy ciała. Zmiany zauważalne przy dawce 14g/kg masy ciała to zmniejszenie wagi nerek i zwiększenie wagi jelita ślepego.

W testach na ludziach nawet wysokie dawki gumy arabskiej (30g/dzień u ludzi) nie powodowały żadnych dolegliwości, dopiero poziom 53g/dzień powodował łagodne wzdęcia - co nie jest dziwne biorąc pod uwagę fermentację gumy w jelitach. Dla porównania EFSA również zbadała konsumpcję gumy arabskiej w UE. Maksymalne spożycie (95 centyl) dla dzieci w niektórych krajach dochodził do 2.7g / dobę.

W pozostałych badaniach nie znaleziono śladu negatywnego wpływu gumy arabskiej (mutagenność, rozrodczość) - nawet dla największych badanych dawek.

Biorąc pod uwagę te dane EFSA uznała że guma arabska jest bezpiecznym dodatkiem do stosowania w żywności. Dodatkowo okazało się, że faktyczne zanieczyszczenie gumy arabskiej metalami ciężkimi jest znacznie poniżej norm, w związku z czym zaostrzono normy, aby surowiec o dużo gorszych parametrach niż standardowe nie mógł być dopuszczony do użytku.

 W tym miejscu warto nadmienić, że niektóre źródła podają że guma arabska ze względu na fermentację w jelitach jest substancją korzystnie działającą na florę jelitową i podają optymalną dawkę dzienną jako 10g / dzień.

źródła:
Re-evaluation of acacia gum (E 414) as a food additive
EFSA Journal Volume 15, Issue 4

E414 - samo zdrowie! - KopalniaWiedzy.pl


sobota, 6 maja 2017

Napój gazowany z lekiem psychiatrycznym

Wszyscy pamiętamy jak rozpoczęła się historia popularnego napoju gazowanego zawierającego kofeinę. Liście koki powodowały, że można wręcz było reklamować - spróbuj nasz napój raz i zawsze już będziesz go pragnąć. Coca-cola nie była jedynym napojem, który swój sukces zawdzięczał obecności substancji psychoaktywnej.

Innym napojem takim napojem był 7-up, którego nazwa kiedyś brzmiała: "7 Up Lithiated Lemon Soda", a substancją psychoaktywną był cytrynian litu. W późniejszej wersji nazwa została skrócona na 7-up. Dopiero w 1948 zmieniono formułę, tak aby nie zawierała już litu.

Lit jest metalem, którego sole są stosowane w leczeniu choroby afektywnej dwubiegunowej, nazywanej inaczej maniakalno-depresyjną. Jako taki w napoju miał być odpowiedzialny za poprawiony nastrój po wypiciu napoju. W ten sposób faktycznie poprawiał nastrój pijących. Dobra wiadomość, że jest on dosyć bezpiecznym lekiem

Lit dodawany do 7-up posiada jednak ciekawy skutek uboczny. Cytując: najczęściej (20%-25% przypadków występuje "wielomocz powodujący nadmierne pragnienie". Tak więc picie napoju powodowało zwiększenie pragnienia, co skłaniało do wypicia kolejnej porcji napoju i koło się zamyka Im więcej 7-up piłeś, tym bardziej chciało ci się pić i tym więcej 7-up piłeś. 

Ciekawym jest więc obserwacja, że za pierwsze lata popularności napojów odpowiadały substancje psychoaktywne takie jak koka czy lit. Historia pokazuje, że powinniśmy uważnie przyglądać się efektom ubocznym substancji dodawanych do napojów. Być może następne pokolenie tez będzie się zastanawiało, jak można było dodawać do jedzenia czy napojów substancje, które my uważamy za bezpieczne.


Żródła:

https://en.wikipedia.org/wiki/7_Up

https://pl.wikipedia.org/wiki/Lit#Medycyna

https://pl.wikipedia.org/wiki/Coca-Cola

http://faktopedia.pl/501516

http://factually.gizmodo.com/7-up-used-to-contain-lithium-1634862072

http://www.leki-informacje.pl/sites/default/files/Charakterystyka-LithiumCarbonicumGSK.pdf


środa, 3 maja 2017

Czy słodziki bez kalorii tuczą?

"Do niedawna uważano, że słodziki nie zawierające kalorii są zdrowym zamiennikiem cukru, ponieważ dają słodki smak, bez kalorii i efektu glikemicznego". ("Until recently, the general belief was that non-nutritive sweeteners (NNSs) were healthy sugar substitutes because they provide sweet taste without calories or glycemic effects.". ). Pierwsze zdanie z artykułu p. Yanino Pepino z Washington University School of Medicine pokazuje jak zmienił się obraz słodzików w czasopismach naukowych w ciągu ostatnich kilku lat

Do niedawna takie teksty można było znaleźć na portalach przeciwników aspartamu w rodzaju www.msgtruth.org, zaś lobby słodzików powoływało się na badania naukowe dowodzące ich nieszkodliwości. Obecnie w czasopismach naukowych trwa burzliwa debata mająca ustalić czy i dlaczego słodziki mogą być przyczyną otyłości, syndromu metabolicznego lub cukrzycy.  Zgodnie z cytowanym artykułem: "data from several epidemiological studies have found that consumption of NNSs, mainly in diet sodas, is associated with increased risk to develop obesity, metabolic syndrome, and type 2 diabetes" (NNS = Non Nutritive Sweeteners)

Artykuł "Metabolic effect of non nutritive sweeteners", który stał się powodem napisania niniejszego tekstu zawiera trzy główne hipotezy, mające wyjaśnić ten fenomen. Napoje zero kaloryczne
z definicji nie powinny wpływać na wagę, jako że nie zawierają kalorii. Okazuje się jednak, że mają wpływ na to ile kalorii organizm przyswoi z jedzenia.

Pierwsza hipoteza dotyczy psychiki i wpływu na mózg. Na działanie organizmu składa się wiele sprzężeń zwrotnych mających na celu utrzymanie człowieka przy życiu. Jeżeli słodki smak przestaje oznaczać dopływ kalorii, to na przyszłość jedząc coś słodkiego (np ciastko, chleb, etc) należy zjeść tego więcej, bo nie można przewidzieć ile kalorii będzie zawierać. W tym przypadku wpływ słodzików jest porównywalny do nieregularnej diety. Brak zabezpieczenia regularnych dostaw kalorii powoduje, że organizm zaczyna odkładać tłuszcz przygotowując się na okres głodu.

Druga hipoteza mówi o zaburzeniu flory jelitowej i poprzez to wpływ na metabolizm cukru. Prawidłowa flora bakteryjna stanowi warunek konieczny prawidłowego trawienia. Cytowane poniżej badania pokazują, że spożywanie napojów słodzonych słodzikami ma wpływ na skład flory jelitowej. Dodatkowo po dłuższym stosowaniu słodzików odpowiedź organizmu na cukier jest większa (większy wyrzut insuliny) - choć akurat to samo mogłem u siebie zaobserwować na diecie.

Trzecia hipoteza albo raczej zbiór hipotez dotyczy samego słodkiego smaku. Receptory na języku wykrywają cukier, ale podobne receptory znajdują się zarówno w jelitach jak i na przykład w trzustce. Wykrycie określonego poziomu cukru prowadzi do odpowiedzi organizmu na przykład przez wydzielenie insuliny. Jeżeli mamy słodziki, których podstawową funkcją jest oszukiwanie organizmu, że jest to cukier, to również poprzez odpowiednie receptory włączają się mechanizmy organizmu, insulina bez wcześniejszych kalorii powoduje zwiększone zapotrzebowanie na cukier i kalorie per saldo muszą być do organizmu dostarczone.

Tyle z hipotez naukowych. Ze swojej strony dorzuciłbym czwartą - efekt psychologicznego rozgrzeszenia i spokojnego sumienia, Skoro piję dietetyczną kolę, to przecież nic się nie stanie jak zjem jeszcze dużą porcję frytek. Podejmuje akcje w celu odchudzania, więc to nie moja wina że tyję. Taka hipoteza tłumaczyła by, dlaczego w niektórych badaniach naukowcy dochodzą do innych wyników. W jednym z nich w którym osoby nie wiedziały jaki napój piją, nie zaobserwowano wzrostu apetytu, W podobnych badaniach które przytaczał film "biznes na diecie" jednak wzrost apetytu następował.

Brak zgodności w wynikach badań pokazuje, że sytuacja nie jest jednoznaczna. Bez szerszego kontekstu nie da się stwierdzić jednoznacznie - słodziki złe, cukier dobry albo na odwrót. Ciekawe mogło by się okazać porównanie sposobów badań, pokazujących jakie napoje, jakie słodziki i jakie posiłki były badane. W tym miejscu chciałbym przypomnieć, że część lekarzy np rekomenduje aby pierwszą kawę rano pić posłodzoną, gdyż kofeina pobudza serce, co powoduje zwiększone zapotrzebowanie na cukier.

Moja hipoteza jest taka, że należało by oddzielić badania które dotyczą napojów zerokalorycznych lub niskokalorycznych bez kofeiny od tych z kofeiną. Ponadto różne substancje słodzące niekoniecznie mogą wywoływać te same efekty.

Jeżeli drogi czytelniku chciałbyś dodać swoje spostrzeżenia na ten temat - proszę podziel się nimi w komentarzu.

PS: Tego samego dnia co skończyłem przygotowywać ten post znalazłem kolejną ciekawostkę na forum dietetyków: "Niskokaloryczne słodziki powodują akumulację tłuszczu" ?

źródła:
Metabolic effects of non-nutritive sweeteners - M. Yanina Pepino.
Physiology & Behavior 152 (2015) 450–455

Functional roles of low calorie sweeteners on gut function -
A.C. Meyer-Gerspach, B.Wölnerhanssen, C. Beglinger
Physiology & Behavior 164 (2016) 479–481

Reshaping the gut microbiota: Impact of low calorie sweeteners and the link to insulin resistance?
Jodi E. Nettleton, Raylene A. Reimer, Jane Shearer
Physiology & Behavior 164 (2016) 488–493

The Paradox of Artificial Sweeteners in Managing Obesity - Jason R. Roberts
Current Gastroenterology Reports January 2015, 17:1

https://en.wikipedia.org/wiki/Incretin