środa, 24 maja 2017

Trucizna nasza powszednia

Poniższy tekst w zasadzie jest dalszą częścią tekstu sprzed tygodnia. Również i tym razem film jest produkcji francuskiej, zaczyna się również podobnie, od związku pestycydów i chorób nowotworowych. Film jest jednak zrobiony dużo lepiej. W zasadzie jest to najlepszy film dotyczący szkodliwej żywności, który recenzowałem do tej pory. Poniżej jego zalety

Po pierwsze - obiektywność. Film stara się pokazać zdanie obu stron, przedstawić ich argumenty. Czasami tylko skomentuje zdanie jednej ze stron np: "mnie to nie przekonuje" . Narrator przestawiony jest jako laik, poszukujący odpowiedzi na kolejne pytania. Czy na pewno ten nowotwór to statystycznie udowodniona prawidłowość. Jakie dane mamy na ten temat? Co na to odpowiednie organizacje oceniające rakotwórczość substancji? Organizacje dopuszczające do obrotu? Pozwala to wyrobić sobie własną opinię - teoretycznie niekoniecznie zgodną z autorem filmu.

Po drugie - sposób podawania wiedzy. Film nie upraszcza wypowiedzi naukowców, ale tłumaczy wszystkie użyte pojęcia i teorie naukowe. W krótkich wprowadzeniach mieści się wstęp do toksykologii i procesu regulacyjnego. Przedstawione są też dylematy naukowe. Nie zawsze na te same teorie powołują się przeciwnicy i zwolennicy danej substancji.

Po trzecie - ilość problemów. W stosunku do innych filmów skupiających się na jednej substancji lub problemie, "Trucizna nasza powszednia" obejmuje bardzo szeroki zakres. Przestawiony jest zarówno szerszy kontekst, jak i kwestie dotyczące bezpieczeństwa najbardziej kontrowersyjnych substancji. Dla każdego z tych problemów pokazane jest nie tylko potencjalne szkodliwe działanie, ale również skąd wynika problem w uznaniu za bezpieczną czy nie.

Wszystko to powoduje, że jeżeli miałbym polecić komuś obejrzenie tylko jednego filmu, to mój wybór padłby na "Trucizna nasza powszednia". Nie chciałbym psuć widzowi przyjemności z oglądania, streszczając całość informacji, jednak pozwolę sobie na podsumowanie, gdzie według filmu leży problem z procesami regulacyjnymi. Jeżeli więc przekonałem cię do obejrzenia, możesz dalszy ciąg tekstu przeczytać dopiero po obejrzeniu filmu, aby nie psuć sobie przyjemności.

Problemy według filmu są następujące:

  • Brak objęcia regulacją niektórych procesów związanych z bezpieczeństwem żywności - zwłaszcza w kontekście pestycydów i opakowań. 
  • Nie nadążanie procesu regulacji w stosunku do rozwoju nauki. 
  • Brak możliwości prowadzenia wieloletnich badań - w przypadku preparatów, które potencjalnie mogą wpłynąć dopiero na zdrowie czy istnienie wnuków (np. córka osoby narażonej na kontakt z preparatem będzie miała problem z zajściem w ciążę. 
  • Naciski firm chemicznych na osoby zasiadające w organach wydających decyzję.
  • Wydawanie decyzji tylko na podstawie badań przedstawionych przez producenta. 
  • Trudności do zmiany wcześniejszej decyzji - jeżeli miało by to określone konsekwencje prawne. 
Jako konsumenci wierzymy, że odpowiednie urzędy wydając decyzję kierują się przede wszystkim naszym bezpieczeństwem. Jak w takim razie można wytłumaczyć stwierdzenie, które usłyszał jeden z naukowców po odrzuceniu jego badań jako źródła do wydania decyzji: "zdaje sobie Pan sprawę, że gdybyśmy wzięli pod uwagę wyniki Pana badań, musielibyśmy zakazać całkowicie stosowania XYZ. Wie Pan przecież że to niemożliwe".

I to już wszystko na dziś. Jeżeli podobał ci się ten wpis skorzystaj z jednego ze sposobów subskrypcji aby być na bieżąco z nowymi wpisami. 


Żródło
Trucizna Nasza Powszednia
reżyser: Marie Monique Robin
Francja, 2011, 113 min.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza