środa, 18 listopada 2015

Kiedy niedobór jest trucizną

Obecny post jest już 50-tym postem na tym blogu. Czas więc na małe podsumowanie.

Przez ten czas udało mi się zdecydowanie zwiększyć swoją wiedzę na temat substancji szkodliwych w jedzeniu. Ciągle mam jednak wrażenie, że poruszyłem tylko wierzchołek góry lodowej, a na miejsce jednego tematu natychmiast nasuwa się kilka następnych. Pierwotnie moja wiedza ograniczała się tylko do szkodliwosci aspartamu i glutaminianu sodu. Obecnie wiele poglądów musiałem zrewidować. Przykładem może być szkodliwość soli spożywanej w nadmiarze, która jest zdecydowanie bardziej szkodliwa niż pierwotnie mi się wydawało. Drugim przykładem może być benzoesan sodu, w przypadku którego cechy pozytywne znacznie przeważają nad negatywnymi.

Weryfikując doniesienia że substancja x powoduje chorobę y natrafiam cały czas na jeden temat, który choć nie mieści się bezpośrednio w tematyce bloga, to jednak warto go zasygnalizować. Jest to szkodliwość niedoboru jakiejś substancji. Brak witaminy D. Brak kwasu foliowego. Brak żelaza. Substancje od których uzależnione jest działanie naszego organizmu. Niestety o ile unikanie konkretnej szkodliwej substancji jest w miarę proste, o tyle ułożenie diety która będzie zawierać wszystkie potrzebne składniki, to już zadanie dla specjalistów dietetyków, a nie dla takich amatorów jak ja.

Na koniec niniejszego jubileuszowego postu cytat z "Diuny" F.Herberta. Przykład na to, że brak substancji koniecznej do życia często może zabić równie dobrze jak zazycie trucizny,

"-Wykrywacz trucizny nie wykaże obecności antidotum. Hawat może badać do woli swe pożywienie i nie znajdzie ani śladu trucizny.
      Oczy Nefuda rozszerzyły się w przypływie zrozumienia.
      — Nieobecność czegoś — rzekł baron — ona może być równie zabójcza jak obecność. Nieobecność powietrza, co? Nieobecność wody? Nieobecność czegokolwiek innego, od czego jesteśmy uzależnieni. — Baron pokiwał głową. — Rozumiesz mnie, Nefud?"


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza