niedziela, 23 kwietnia 2017

Biznes na diecie - recenzja raczej krytyczna.

Dobry film dokumentalny, książka czy odcinek wideobloga na youtube powinny starać się być obiektywne, przekazywać całą prawdę. Przykładem dobrego filmu tego typu był cały ten cukier.

Dziś chciałbym przedstawić (i nie koniecznie polecić) kolejny film, tym razem poświęcony produktom light. "Biznes na diecie" to dokument omawiający problematykę szeroko rozumianych tych produktów. Niestety, mimo ciekawej tematyki film należy ocenić jako słaby, w którym minusy przeważają nad plusami.

Zacznijmy od plusów filmu. Na pewno jest nim zwrócenie uwagi na etykiety produktów light - w szczególności ciekawym produktem była czekolada light - zawierająca dokładnie tyle samo kalorii co zwykła (mniej cukru - więcej tłuszczu). Film przedstawia realia francuskie - aby produkt był oznaczony light, musi zawierać o 30% mniej tłuszczów lub cukrów. Czyli w jednym można zamienić cukier tłuszczem, w drugim na odwrót i tak mamy produkty light.

Drugim plusem było omówienie organizacji ISA - zrzeszających producentów słodzików. Jest to ogranizacja lobbująca na rzecz słodzików. Niestety często przy wykładach prowadzonych przez naukowców sponsorowanych przez ISA, brakuje informacji że jest to działanie marketingowe (w końcu lepiej wygląda ISA (International Sweeteners Association) niż np Coca-cola jako sponsor badań naukowych.

Trzecim i ostatnim plusem jest zaprezentowanie wyników badań pokazujących, że spożywanie napojów słodzonych słodzikami per saldo nie prowadzi do utraty wagi (np gdyż zwiększają one apetyt). Na tym koniec plusów.

Jak mówi klasyk, jednak chodzi o to aby te plusy nie przesłoniły wam oczywistych minusów.

Minus pierwszy. Tendencyjność. Wszystko co jest light, jest złe, szkodliwe i toksyczne - to teza którą starają się udowodnić za wszelką cenę autorzy dokumentu, nie patrząc, że pod nazwą light kryją się zupełnie różne rzeczy.

Minus drugi. Demonizowanie przemysłu spożywczego. Przykłady: pokazywanie dodawania żelatyny jako substancji zwiększającej gęstość jako zła (a niby czemu). Jako osoba lubiąca zrobić sobie nóżki lub galaretkę, aby nie mieć problemu ze stawami, nawet cieszę się, że w niektórych produktach mogę znaleźć żelatynę pochodzenia zwierzęcego a nie jakiś dziwny chemiczny związek. To samo dotyczy się stewi. Uwaga - przemysł zamiast sproszkowanej rośliny używa białego proszku uzyskanego z niej w fabryce. Tylko czy autorzy dodają do herbaty łyżeczkę sproszkowanych buraków cukrowych? Czy może jednak biały proszek uzyskany w rafinerii (podpowiem - chodzi o cukier).

Minus trzeci. Brak zrozumienia dla działania nauki. Oczywistym faktem jest że badania naukowe nie opłacą się same. Tak samo, że naukowcy opłacani przez konkretną grupę wpływu będą starali się przedstawić fakty pozytywne dla tej grupy. W normalnym społeczeństwie istnieją stowarzyszenia producentów i z drugiej strony stowarzyszenia konsumentów, którzy również wywierają nacisk w drugą stronę. W filmie fakt, że jeden naukowiec jest opłacany przez koncerny jest brany od razu za dowód, że jego badania są fałszywe - być może są, ale należało by na poziomie merytorycznym do tych badań i prezentacji się odnieść.

Minus czwarty. Efekt koktailu i inne końcowe wnioski. Jak mawia pismo - "każdy stawia dobre wino, a gdy się napiją - gorsze". Na koniec filmu jako dowody na szkodliwość niektórych substancji pokazuje się, że można je wykryć w wodzie w miastach (bardziej martwiłbym się hormonami w wodzie a nie śladowymi ilościami słodzików. Powołanie się na efekt koktailu - nie wiadomo z czym to się może panie połączyć, a wtedy to już będzie tak szkodliwe że hoho.

Minus piąty. Patrzenie przez etykiety. Wszystkie produkty light musza być tak samo złe. Wszystkie słodziki są złe i powodują tycie. Wszystkie substancje chemiczne w pożywieniu są szkodliwe. Brak rozróżniania powoduje, że tezę stawianą przez film można łatwo obalić nawet gdy generalnie można się z autorem zgodzić.

Minus szósty. Straszenie GMO. Oczywiście teza nie była by pełna bez straszenia GMO. Akurat z punktu widzenia chemii jeżeli tylko faktycznie mamy ten sam związek chemiczny na wyjściu - to obojętne jest czy powstał on w naturze czy w laboratorium (zwykle różnica jest w zanieczyszczeniach - ale to już inna historia)

I na koniec. Brak powołania się na znane fakty naukowe. Wszyscy przeciwnicy aspartamu powołują się na jego związki z alkoholem metylowym. Przeciwnicy olestry - na zaburzenie wchłaniania witamin i luźne stolce. Dla każdej z substancji użytych przeciwnicy mają gotowe tysiące argumentów podpartych badaniami naukowymi. Tych najważniejszych faktów niestety zabrakło.

Podsumowując - jeżeli dysponujesz czytelniku zmysłem krytycznym i wolnym czasem możesz film obejrzeć. Ale mimo ciekawej tematyki, nie mogę z czystym sumieniem dopisać go do polecanych filmów.

źródło:
Biznes na diecie - film na youtube
http://www.sweeteners.org/ - strona stowarzyszenia ISA. 




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza